Szukasz konkretnej robótki?

W słowach

Warszawska włóczęga

Warszawska włóczęga

Wprawdzie wakacje 2017 za pasem, ale ja ciągle wspominam ubiegłoroczne ekscesy. Dziś nie będę pisać o muzeach, ale o naszych spacerach, które nie miały określonego limitu czasowego i nie do końca precyzyjnie określony był ich cel. Na takie wałęsanie się też musi być czas nawet podczas świetnie zorganizowanych wakacji :-)

Mgliście wspominając naszą wczesnomałżeńską wycieczkę do Warszawy (jeszcze wtedy bez dzieci) zaplanowaliśmy wizytę w Łazienkach Królewskich. Po intensywnym pobycie w Centrum Nauki Kopernik trzeba było zregenerować szare komórki w plenerze. Niestety ze zwiedzania pałacu z żalem zrezygnowałam, ponieważ już na etapie planowania, co chcemy zobaczyć, moje dziecko kategorycznie oświadczyło, że nie zamierza łazić z kąta w kąt i oglądać mebli. Cóż… życie jest sztuką kompromisów… Łazienki mają jednak pewien wabik, który sprawi, że nawet nastolatki uśmiechną się – wiewiórki. Biegają luzem (wiewiórki, nie nastolatki) nic sobie nie robiąc z podglądających ich ludzi i upychają zdobyczne orzeszki w naprędce wykopanych dołkach. Pod koniec wałęsania się po parku zastanawialiśmy się, dlaczego ogrody łazienkowskie nie składają się wyłącznie z orzechowców i dlaczego wszystkie wiewiórki to Basie. Tajemnicy nie zgłębiliśmy, ale znaleźliśmy takiego uroczego pieska :-)

Do ogrodów łazienkowskich trafiliśmy jeszcze raz w trakcie naszej ubiegłorocznej wizyty w stolicy. Szanownemu małżonkowi wypsnęło się, że zawsze chciał obejrzeć defiladę wojskową, więc spontanicznie przedłużyliśmy nasze wakacje, aby zobaczyć defiladę z okazji Święta Wojska Polskiego. W dniu 15 sierpnia beztrosko na godzinę przed rozpoczęciem defilady wyruszyliśmy z hotelu i ku naszemu zdziwieniu okazało się, że cała Warszawa jedzie dokładnie tam, gdzie my. Właściwie to nie wiem, czemu tak dziwiliśmy się, wszak my sami chcieliśmy obejrzeć nasze rodzime i amerykańskie maszyny bojowe. Chyba wydawało nam się, że skoro warszawiacy mają co roku takie atrakcje, to zdążyło im spowszednieć. Nic bardziej mylnego. Jeśli więc ktoś chciałby stanąć w pierwszym rzędzie oglądaczy, to musiałby chyba zająć sobie miejsce jakieś 3 godziny wcześniej. Zdegustowani tłumami zdecydowaliśmy, że chrzanimy defiladę i idziemy od razu na Agrykolę, gdzie miały te maszyny być udostępnione masom ciekawych ludzi. Jak się okazało, przez przypadek znaleźliśmy świetny punkt do obserwacji powietrznej defilady (kilkadziesiąt metrów od zasadniczych tłumów) i choć może myśliwce (na zdjęciu) nie wyglądały szczególnie okazale, to śmigłowce bojowe robiły wrażenie.

Wrażenie robiły też maszyny bojowe naziemne, broń i inne wyposażenie jednostek specjalnych, które wbrew naszym założeniom nie przyjechały wprost z defilady na festyn na Agrykolę, a stały tam już co najmniej od samego rana. Opiekunowie pojazdów zapewne wykręciwszy co bardziej newralgiczne części z rezygnacją patrzyli, jak dziki tłumy łaziły po ich maszynach i nie były to tylko dzieci ;-)

Okazało się też, że w kwestiach uzbrojenia do wyłącznej dyspozycji miałam prywatnego znawcę, który opisywał mi wszelką broń wyliczając ich zalety i wady. Jak mi jeden z żołnierzy niemal słowo w słowo jak mój syn opisał wskazany karabin, przestałam się czepiać biednych żołnierzy, którzy niejednokrotnie wykazywali się nadludzką cierpliwością – byłam, widziałam, słyszałam i jestem pełna podziwu, bo jakby padło na mnie, to niejednego pogoniłabym z hukiem.

Mimo naprawdę ogromnej liczby ludzi (a kto mnie zna trochę lepiej, ten wie, że z zasady unikam wielkich skupisk ludzkich) bawiliśmy się naprawdę świetnie, a dzień zakończyliśmy konkluzją, że następnym razem bladym świtem ruszamy wprost na Agrykolę. Może uda nam się spróbować chleba pieczonego na miejscu w polowej piekarni (ponoć polski chleb jest najlepszy w siłach NATO)? Tylko czy uda nam się tak wcześnie wstać? Wszak to wakacje będą…

Pozdrawiam :-)

0 Komentarzy 59 wyświetlenia

Podobne wpisy

Zostaw komentarz

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez stronę plików cookies. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close