Szukasz konkretnej robótki?

W słowach

Jedna na milion

Jedna na milion

O naszej wakacyjnej podróży, którą odbyliśmy w sierpniu 2016 roku pisałam już troszkę tutaj. Wszystko, co zobaczyliśmy w czasie wakacyjnych wojaży widzieliśmy z jednego powodu, który tak naprawdę był zasadniczą przyczyną ruszenia się z domu. Celem głównym naszych wakacji była wizyta w Centrum Nauki Kopernik w Warszawie (CNK). O CNK można długo pisać, ale nie ma to najmniejszego sensu: to po prostu trzeba zobaczyć i dotknąć. Tak – dotknąć, bo to, co jest fantastyczne w CNK to to, że niemal wszystkiego można doświadczyć osobiście. Na dwóch potężnych kondygnacjach znajduje się mnóstwo „stacji”, które obrazują różne zjawiska, zależności, cechy itd. O tym, jak świetnie bawiliśmy się tam świadczy to, jak mało zdjęć zrobionych w CNK mogę pokazać (co wcale nie znaczy, że np. w Muzeum Domków dla Lalek nam się nie podobało).

Od razu pierwsza rada: warto kupić bilety wcześniej przez Internet. My kupowaliśmy z dwutygodniowym wyprzedzeniem na godzinę 09:40 i w momencie przyjścia na miejsce już wiedzieliśmy, że był to bardzo dobry pomysł, a komunikat wygłoszony przez obsługę o godz. 10:20, że wstrzymuje się wejścia do CNK utwierdził nas w tym przekonaniu.

A co w środku? Mnóstwo atrakcji! Na początek wita nas potężne wahadło Foucault’a (zdjęcie na górze), które dowodzi, że Ziemia obraca się wokół własnej osi. Wielka kula przesuwając się trąca pałeczki, których upadek sygnalizowany jest przez dzwonki, na które spadają. Niby nic szczególnego, ale jednak coś hipnotyzującego w tym jest, bo staliśmy tam dłuższy czas obserwując ruch wahadła.

Świetnie zobrazowany jest także 1% oraz 1‰. W dwóch wielkich rurach znajduje się 1 milion kuleczek, wśród których odpowiednio 1% i 1‰ stanowią kuleczki czerwone. Trzecia rura zawiera jedną kuleczkę czerwoną obrazując tytułowe sformułowanie „jedna na milion” i zapewniam: naprawdę nie jest łatwo ją znaleźć.

Jedna na milion :-)

Oprócz stacji doświadczalnych w CNK mają miejsce pokazy specjalne. W sierpniu były to Teatr Robotyczny i Teatr Wysokich Napięć. Pokazy odbywają się o określonych godzinach i wpuszczana na salę jest określona liczba osób, więc aby dostać się tam, trzeba stanąć w kolejce minimum pół godziny (w zależności od pory dnia, tygodnia i zapewne roku) przed rozpoczęciem spektaklu. W Teatrze Robotycznym byłam: sztuka jest puszczana z głośników (z podziałem na role), a aktorami – jak łatwo się domyślić – są roboty (trzy bodajże). Na temat Teatru Wysokich Napięć nic nie mogę powiedzieć, bo już mi się tam nie chciało stać w kolejce.

Na osobną wzmiankę zasługuje Planetarium, gdzie należy zakupić osobną wejściówkę, ale można to zrobić przy okazji dokonywania rezerwacji do CNK przez Internet. Planetarium oferuje seanse dla dwóch grup wiekowych. Z racji wieku Hani byliśmy na sensie dla tych młodszych i też fajnie się bawiłam, choć chyba wolałabym pójść na coś dla starszych.

Dla indywidualnych zwiedzających organizowane są też minilaby trwające ok. 45 minut, w których mogą uczestniczyć dzieci od ukończonego 9-tego roku życia. Ten warunek zdyskwalifikował Hankę na starcie, a Bartek powiedział, że sam iść nie będzie. W związku z powyższym wypowiedzieć się na temat minilabów nie mogę. Dodam tylko to, co widnieje na stronie CNK, że dzieci w wieku 9-13 lat wchodzą na zajęcia z dorosłym opiekunem i na jednego opiekuna może przypadać maksymalnie trójka dzieci. No i jest jeszcze strefa malucha, która – na szczęście – nie interesuje już ani mnie, ani moich dzieciaków.

Zanim przejdę do minusów (były takowe, a i owszem), wspomnę jeszcze o cenach, które moim zdaniem nie są zbyt wygórowane, jak na możliwość zabawy do upojenia. Bilet rodzinny (2 osoby dorosłe + 2 dzieci) kosztuje 72 zł. Koszt wizyty w Planetarium to 52 zł na sens 2D – to także cena biletu rodzinnego, a minilaby to dodatkowe 9 zł od dziecka. Zwróćcie, proszę, uwagę na sformułowanie „do upojenia”, które jest tu bardzo adekwatne, bo w CNK jeśli chodzi o czas pobytu, ograniczenia są dwa: dolne będące godziną wejścia (rezerwacji) i górne, które jest godziną zamknięcia Centrum. Po więcej szczegółów odsyłam do cennika CNK.

Minusy? Znalazłam cztery:

  1. Niektóre stacje były zdekompletowane, nie działały, bądź działały wadliwie. Nie mniej jednak przy jednym z takich stanowisk miałam niezły ubaw, bo ciągle wygrywałam z Bartkiem ;-)
  2. Tłumy – jak dla mnie za duże, mimo ograniczenia na liczbę zwiedzających. Tu mała uwaga: rano było mniej ludzi niż około południa.
  3. Restauracja – jest na miejscu, a i owszem, ale (i) w porze obiadowej jest niezwykle tłoczno, a dodatkowo wzmagają irytacje puste stoły z karteczkami „Rezerwacja dla grupy”, (ii) ceny są wysokie nawet jak na warunki stołeczne. Moja rada: zjeść sute śniadanie i wyjść, jak już się zgłodnieje. Można wziąć wprawdzie własny prowiant, ale zjeść można wyłącznie w wydzielonej strefie restauracyjnej, w której zdobycie miejsca może graniczyć z cudem, a za plecami przeciskają się tłumy w poszukiwaniu wolnego krzesła. Ale za to z restauracji możesz wrócić z powrotem do zabawy i to ile razy chcesz dzięki specjalnych kartom, które otrzymujesz przy wejściu – trzeba ich pilnować, owszem, ale wykorzystuje się je także do zapisywania wyników różnych testów i doświadczeń.
  4. Sklep z pamiątkami – nie do uniknięcia. Niezależnie, czy idziesz jeść, czy całkiem opuszczasz przybytek nauki i zabawy, musisz przejść przez sklep. Kto ma dzieci ten wie, o co chodzi.

Na szczególną uwagę zasługują asystenci, którzy pomagają przy bardziej skomplikowanych doświadczeniach, a także organizują różne – sprawiające wrażenie spontanicznych – zabawy w tzw. międzyczasie (mieliśmy okazję zrobić wstęgę Mobiusa i wykonać z nią parę sztuczek) i naprawdę bardzo angażują się w te działania. Ani przez moment nie odniosłam wrażenia, że robią to, bo muszą.

Jako okoliczność towarzysząca wystąpiła specjalna impreza w plenerze organizowana przez Centrum z okazji nocy spadających gwiazd (ok. 12 sierpnia) –wstęp wolny. Impreza zorganizowana była z rozmachem: wystawiono mnóstwo leżaków, było mnóstwo stoisk gastronomicznych (płatne z własnej kieszeni), wygaszono światła na stadionie narodowym, na pobliskim moście i w samym CNK, żeby było lepiej widać, Pan Astronom z wielką swadą opowiadał o Perseidach … i tylko chmury skutecznie zasłoniły całe niebo ;-)

Reasumując:

wymienione wyżej minusy giną w świetnej zabawie, którą my w czasie tegorocznych wakacji zamierzamy powtórzyć tym bardziej, że część ekspozycji została zmieniona.

A przy okazji można zobaczyć warszawską Syrenkę stojącą nieopodal CNK :-)

Warszawska Syrenka w pobliżu CNK

Pozdrawiam serdecznie

TAGI
0 Komentarzy 79 wyświetlenia

Podobne wpisy

Zostaw komentarz

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez stronę plików cookies. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close