Szukasz konkretnej robótki?

W słowach

I jeszcze ciut o warszawskich muzeach

I jeszcze ciut o warszawskich muzeach

W ubiegłym roku w ramach wakacyjnego rajdu po warszawskich muzeach oprócz Centrum Nauki Kopernik i Muzeum Domków dla Lalek odwiedziliśmy także Muzeum Powstania Warszawskiego i Muzeum Historii Żydów Polskich Polin. Zdaję sobie sprawę, że Powstanie Warszawskie było niebywałym aktem odwagi, że było niezwykle ważnym okresem szczególnie dla mieszkańców Warszawy. Zgadzam się z tym i super, że poświęcono mu muzeum, ale… cóż… moim zdaniem nie jest to muzeum dla wszystkich. Dla zdecydowanej większości dzieci będzie to nudne, a i na mnie – będę szczera – nadmiernego wrażenia nie robi oglądanie w gablotach niezliczonej ilości medali, podobnej do siebie broni, dokumentów zniszczonych przez czas i wichry historii. Moim zdaniem jest to obowiązkowy punkt programu dla znawców i pasjonatów tematu.

Polin także jest specyficznym miejscem, ale skupiającym się nie tylko na historii Żydów Polskich, ale także na ich zwyczajach, czasami tak zadziwiających nas, a jednocześnie stanowiących dla większości społeczeństwa wielką i niezrozumiałą tajemnicę. Polin zaczyna roztaczać swój urok od samego wejścia na wystawę, a w trakcie jej zwiedzania nie rozczarowuje. Fantastyczne wrażenie robi wybrukowana uliczka, która wygląda jak wyjęta ze starych filmów.

Zachwyca Bima – specjalnie wydzielone, zazwyczaj podwyższone miejsce znajdujące się w centrum synagogi, z którego odczytuje się fragmenty Tory i odmawia modły – stojąca pod niesamowicie zdobioną rekonstrukcją sklepienia synagogi z Gwoźdźca (zwieńczenie Bimy wraz z fragmentem sklepienia znajduje się na pierwszym zdjęciu). Takich smaczków jest tam mnóstwo, a dla tych, którzy chcą w sensie dosłownym posmakować kultury żydowskiej, Polin oferuje możliwość spróbowania wielu potraw kuchni żydowskiej w restauracji znajdującej się w budynku muzeum. W muzeum znajduje się także część poświęcona holocaustowi, organizatorzy jednak przewidzieli, że część dorosłych wraz z mniejszymi dziećmi będzie chciała ominąć ten niezwykle drastyczny odcinek. Żałuję dwóch rzeczy, których nie zrobiłam w Polinie: że nie spróbowałam żadnego dania i że nie wypożyczyłam audioprzewodnika. Może w przyszłości nadrobię…

Żeby być całkiem uczciwą, przyznać muszę, że zarówno w jednym jak i w drugim muzeum moje dzieci zaczynały nas w pewnym momencie poganiać do wyjścia. Tyle, że w Muzeum Powstania Warszawskiego zaczęły po 20 minutach od wejścia, a w Polinie znacznie, znacznie później.

Pozdrawiam serdecznie

P. S.

Muzea opisane wyżej odwiedziłam podczas wakacji w sierpniu 2016 roku. W tym roku również mieliśmy okazję zajrzeć na kilka dni do Warszawy. Postanowiliśmy odwiedzić ponownie Muzeum Domków dla Lalek oraz Centrum Nauki Kopernik. Pierwsze z nich znowu nas zachwyciło i zaskoczyło nową wystawą prezentującą lalki z całego świata. Z tego drugiego wyszliśmy z lekkim niesmakiem – stanowiska zdekompletowane już w zeszłym roku w tym roku prezentowały się wręcz dramatycznie, duża część stanowisk nie działała, a rozmowa pracowników sprawdzających działanie jednego z nich mówi wiele:

To też nie działa.

A to coś dziwnego?

 

0 Komentarzy 78 wyświetlenia

Podobne wpisy

Moje słabości

Moje słabości

Senior

Senior

Zostaw komentarz

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez stronę plików cookies. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close