Szukasz konkretnej robótki?

W słowach

Combo

Combo

Witam Was po (znowu) długiej nieobecności blogowej. Na szczęście tym razem trwała ona nieco krócej niż ostatnio. Choć dwa ostatnie miesiące ubiegłego roku nie należały do najlżejszych, to rok 2017 zamknęłam z satysfakcją. Plany poczynione na rok 2018 spowodowały, że muszę ograniczyć działalność rękodzielniczo-blogową, co nie znaczy, że ją całkowicie zamykam. Zmniejszenie mojej aktywności wynika z wydarzeń, których spodziewamy się w tym roku, a są to w kolejności mniej więcej chronologicznej:

  • egzaminy gimnazjalne syna,
  • testy trzecioklasisty córki,
  • pierwsza komunia córki
  • bierzmowanie syna,
  • rekrutacja do liceum,
  • cholera jeszcze wie, co.

Jak to mówi moje dziecię nawiązując do nomenklatury zaczerpniętej z gier komputerowych – mamy w tym roku combo ;-)

Przygotowania do wszystkich tych wydarzeń rozpoczęliśmy już w październiku ubiegłego roku, ale zagęszczenie zadań nastąpi w tym roku. Nie zamierzam jednak tak całkiem pozbawiać się przyjemności związanej z robótkami i z blogowaniem, dlatego będę starała się publikować wpis raz w miesiącu. Zdaję sobie sprawę, że częstotliwość nie będzie powalająca, lepiej jednak rzadziej a regularnie niż wcale.

Żeby jednak ten pierwszy tegoroczny wpis nie był tak przygnębiający, pokażę dzisiaj coś, czego jeszcze nie miałam okazji zaprezentować w pełnej krasie, a co odkryłam podczas porządkowania pracowienki. Dla przypomnienia: pracowienka jest potocznym (rodzinnym) określeniem mojego pokoiku, w którym stoi moje realne drugie biurko. Zwana jest czasem dyżurką („A co ty tam żona tak dyżurujesz?!”), ewentualnie klamociarnią bądź rupieciarnią.

Porządkowanie mojego pokoiku było niejako wymuszone, bowiem po spełnieniu marzenia Hani o zmianie koloru ścian w jej pokoju z różowego na niebieski (tak, to już ten wiek), po odmalowaniu łazienki, na której ścianach widniały wyraźne ślady baraszkowania w kąpieli moich dzieci, po odmalowaniu klatki schodowej, na której swe autografy w postaci odcisków brudnych łapek złożyli wszyscy mali goście, Pan Mąż zarządził malowanie pracowienki. Broniłam się jak mogłam, jednak pod groźbą „bo sami wyprowadzimy Ci klamoty na czas malowania” skapitulowałam i sama popołudniami (po powrocie z pracy – ja nie mam ferii) wynosiłam tony książek i innych szpargałów… to znaczy innych cennych rzeczy ;-) Potraktowałam to jako pretekst do przesortowania i wyrzucenia części niepotrzebnych ustrojstw. Choć wyrzuciłam zdecydowanie za mało (zawsze miałam jakąś twórczą wizję z wykorzystaniem czegoś mocno niepotrzebnego), to przy okazji udało mi się odgrzebać parę fajnych rzeczy. Między nimi był efekt zabawy RR (Round Robin) Sewing Room, w którym miałam przyjemność wziąć udział w latach 2012-2013. Dzięki AniaK, Mamuska73, Jokul  i Kasarzynap mam niezwykle przyjemny obrazek i aż szkoda trzymać go w pudełku. Haft jest już uprany i uprasowany, więc nie pozostaje mi nic innego jak zaplanować wizytę u Pani Oprawczyni :-)

Pozdrawiam serdeczne

3 komentarze 190 wyświetlenia

Podobne wpisy

3 komentarze

  1. Ale super hafcik!!! Aż sama miałabym ochotę go wyhaftować i powiesić na komodą z moimi robótkowymi „przydasiami”

    1. Dziękuję :-) Prawda, że w sam raz do powieszenia w okolicy robótkowych klamotów? ;-)

      1. prawda !

Zostaw komentarz

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez stronę plików cookies. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close